Skoro to jest takie oczywiste, to dlaczego nie jest stosowane?

Jakiś czas temu trzy stażystki odbywały w naszej firmie miesięczne szkolenie. Naszym zadaniem było solidne przygotowanie ich do pracy z aplikacjami, które stworzyliśmy dla naszych klientów. Kolejne miesiące stażu odbywają się już u tychże klientów.

Na autentycznym przykładzie przedstawiamy, jak niejednokrotnie trudno jest przekonać innych, aby stosowali rozwiązania - według nich samych - naturalne i oczywiste.

Późniejsza praca jest ściśle związana z wciąż rozwijanym przez nas oprogramowaniem. Co więcej – stażystki te mają w przyszłości kontaktować się z nami w charakterze przedstawicieli klientów. Uznaliśmy więc, że warto będzie wprowadzić je w zagadnienia metodyki, którą stosujemy.

Ich zadaniem było przeczytanie kilku rozdziałów, szczegółowo opisujących rolę i obowiązki klienta w realizowanych projektach, a następnie przygotowanie przejrzystego i łatwo przyswajalnego podsumowania.

Kilkakrotnie pojawiałem się w drzwiach z tą samą mantrą „Czy macie jakieś pytania? Czy możemy o tym porozmawiać? Ja chętnie pomogę!” - deklarowałem. Pytań nie było, w końcu za którymś razem jedna ze stażystek stwierdziła, z wyraźnym zdziwieniem, że to wszystko jest oczywiste, nie ma tu niczego odkrywczego. „Długo to wymyślali? Na przykład to: komunikacja z klientem ma być częsta?” - cytowała z sarkazmem.

Nagle mnie oświeciło. Owszem, to jest oczywiste, ale najczęściej ta oczywistość nie wychodzi poza teorię. Stażystki same tego dowiodły:

 

Zadanie do wykonania, które zleciłem dziewczynom nazwijmy projektem. Mnie, który owe zadanie zadaje – klientem. Same stażystki – wykonawcą lub grupą deweloperską.

  1. Klient pojawia się u wykonawcy ze swoim projektem, opisując go w dość lakoniczny sposób:

    Potrzebuję żebyście:

    • przeczytały i przyswoiły pierwsze dwa rozdziały tego podręcznika; opisują one zagadnienia bezpośrednio związane z potencjalnym klientem zlecającym projekt, a także oczekiwania w stosunku do takiego klienta podczas w realizacji projektu z zastosowaniem metodyk zwinnych,
    • opracowały zwarty i spójny tekst przygotowany w takiej formie, przygotowany w formie służącej klientom do szybkiego zapoznania się z tą tematyką
    • musi to być gotowe na wtorek.

     

  2. Wykonawca:

    1. uznaje przedstawiony opis (odpowiednik specyfikacji) za wystarczający,
    2. nawet usilnie namawiany, nie zadaje pytań w trakcie realizacji, nawet usilnie do tego namawiany; jest przekonany że dobrze pojął treść zadania i rozumie oczekiwania klienta,
    3. nie informuje klienta o poczynionych postępach.

     

  3. Efekt, no cóż:

    1. Stażystki 20 minut przed końcem pracy wysyłają mi link do przygotowanego opisu, najwyraźniej ze świętym przekonaniem, że zadanie można uznać za wykonane.
    2. Już na pierwszy rzut oka dostrzegam poważne braki, nie ma wzmianki o tak podstawowych zagadnieniach jak testy akceptacji, nie ma żadnych przykładów user stories. Od razu piszę o tym stażystkom. Kolejny kwadrans spędzam na "zasypywaniu" ich wynajdywanymi błędami translacyjnymi, logicznymi, stylistycznymi.
    3. Cała rozmowa odbywa się za pomocą komunikatora, mimo że – uwaga – jestem dwa pokoje obok! Grupa deweloperska jakoś nie wpadła na pomysł, by porozmawiać z klientem na żywo i dzięki krótkiej dyskusji ustalić precyzyjnie, jakie zmiany i uzupełnienia są potrzebne. Wczułem się dobrze w rolę klienta – skoro wykonawca tak zadecydował, najwyraźniej wie co robi.
    4. Po dwóch godzinach i kilku następnych wersjach wysyłam kolejną uwagę. Piszę następną i... dochodzę do wniosku, że gdybym w tym trybie miał rzeczywiście dostać produkt całkowicie spełniający moje oczekiwania, musielibyśmy poświęcić na to kolejne dwie godziny. Odpisuję więc wykonawcy:
      • jeśli chcecie, możemy na tym skończyć ten eksperyment :)
      • jesteśmy za :)
      • jedyne co chciałem sobie i Wam udowodnić, to że założenia metodyk zwinnych są być może oczywiste, ale niesłychanie rzadko wychodzą poza obręb teorii. W praktyce wszyscy mówią "tak taaak, komunikacja to podstawa!", a stosują metody tradycyjne, które – co też sobie udowodniliśmy – nie działają jak trzeba
        No – to tyle :) Miłego wieczoru:)
    5. Chwilę później grupa deweloperska przechodziła obok moich drzwi, niewyraźnie uśmiechając się kolejno na pożegnanie. Odniosłem wrażenie, że są to wymuszone uśmiechy typu „Klient nasz pan”.
    6. A ja zostałem po chwili sam, z projektem, który ostatecznie uznałem za zakończony, ale bardziej w skutek obniżenia swoich oczekiwań by przypasować je do rezultatu. Takie „jak się nie ma co się lubi...”.

 

(CC: by-nc-sa)




 

Wyszukiwarka